Społeczność technologiczna nienawidzi „błędów” (błędów w kodzie). Ale nie w tym przypadku. Google obecnie nie debuguje oprogramowania. Wypuszczają owady. Prawdziwy, latający.
Plan jest odważny, ale starannie obliczony. Nazywa się to Debugowanie projektu. Tak, nazwa masowego uwalniania wektorów chorób wzięła się od procesu naprawiania błędów w kodzie. Humor? Może. Albo po prostu dobry branding. Cel jest niezwykle prosty. Wypuść na wolność 64 miliony samców komarów. Najpierw w Kalifornii, potem na Florydzie. Ale to nie są tylko przypadkowe owady. Są sterylne. Leczono je naturalnymi bakteriami. Nie są w stanie się rozmnażać.
Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) dokonuje obecnie przeglądu dokumentacji. Aplikacja została opublikowana. Wszystko zmierza w stronę realizacji. Albo bardzo blisko.
„Komary zabijają więcej ludzi niż cokolwiek innego. Aedes aegypti jest nosicielem dengi, gorączki Zika, żółtej febry i chikungunya.”
To właśnie te gatunki stanowią największe zagrożenie. Inwazyjne gatunki imigrantów przenoszące choroby na nowe obszary Stanów Zjednoczonych. Google chce stłumić ich populację, wypuszczając miliony bezpłodnych samców. Samce nie gryzą. Samce nie przenoszą chorób. Po prostu umierają, nie pozostawiając potomstwa. Mniej potomstwa. Mniejsza populacja. Mniej przypadków gorączki. Brzmi niemal elegancko, choć surowo.
Próbowaliśmy już podobnych metod. Sterylizacja owadów za pomocą promieniowania. Wypompowywanie stojącej wody. Leczenie środkami owadobójczymi. Nie zadziałało wystarczająco szybko. Owady rozmnażały się szybciej niż zadziałały środki chemiczne.
Ale Google’a? Kupowali nie tylko komary. Przeprowadzili testy. W 2018 r. we Fresno w badaniu pilotażowym w szczycie sezonu zginęło 95% lokalnej populacji kobiet. To solidna liczba. Oto wynik. Współpracowali z renomowanymi organizacjami. Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC). Australijska Służba Badań Naukowych i Przemysłowych (CSIRO). Agencja Ochrony Środowiska Singapuru. To nie jest eksperyment garażowy. To jest praca instytucjonalna.
Opracowują nawet narzędzia do monitorowania procesu. Pułapki czujników. Oprogramowanie określające, dokąd zmierzają owady i gdzie należy je następnie wysłać.
Dlaczego polityka zwalczania owadów powinna być w rękach poistowskiego giganta? Być może dlatego, że tradycyjne metody zawodzą. Być może dlatego, że dane działają. Kto wie, co się stanie, gdy 64 miliony bezpłodnych samców zostanie wypuszczonych na wilgotne powietrze Florydy. EPA nie wydała jeszcze ostatecznej zgody. Ale sieć już się rozprzestrzenia.
