W Ameryce w 1976 roku nie było łatwo.
Spójrz na fakty. Kraj przeżywał kryzys. Wojna w Wietnamie zakończyła się hańbą. Sajgon upadł. Zginęło prawie 60 000 Amerykanów. Prezydent Gerald Ford znalazł się w Białym Domu nie dlatego, że wygrał wybory – nigdy tego nie zrobił – ale dlatego, że Spiro Agnew i Richard Nixon zrezygnowali, aby zachować swoją godność. Został jedynym prezydentem USA, który sprawował tę funkcję bez bezpośredniego wyboru obywateli.
Gospodarka się dławiła. W 1974 r. inflacja osiągnęła poziom dwucyfrowy i nie uległa obniżeniu. Bezrobocie oscylowało wokół 8 proc. Ekonomiści musieli wymyślić nowy termin opisujący tę trudną sytuację: stagflacja. Słowo opisujące sytuację, w której to, co najgorsze z obu światów, mocno tkwi w zębach.
Z okazji dwustu pięćdziesięciolecia narodu można spodziewać się ponurego nastroju. Można by pomyśleć, że ludzie są pesymistami.
Nie były.
4 lipca 1977 (a raczej 1976) Amerykanie zorganizowali wielką imprezę.
W ramach operacji Sail ponad 200 żaglowców wpłynęło do portu w Nowym Jorku na rzece Hudson. Z brzegu obserwowało to sześć milionów widzów, największy tłum, jaki kiedykolwiek widziało to miejsce. Ford stanął na pokładzie USS Forrestal i przyjął paradę floty. Podobne sceny miały miejsce w całym kraju. Parady w małych miasteczkach. Fajerwerki nad National Mall. Dzwony kościelne zabrzmiały synchronicznie.
To było oczyszczające. Dziesięć lat cierpień ustąpiło miejsca jednemu dniu świętowania.
Socjolodzy uchwycili tę energię. Sondaż Ropera wykazał, że Amerykanie optymistycznie patrzą w przyszłość w stosunku prawie trzech do jednego. Gallup odkrył, że ponad trzy czwarte ludzi wierzy, że kraj osiągnął przynajmniej część swoich pierwotnych ideałów.
Chory, wyczerpany naród spojrzał w lustro i uśmiechnął się.
Jak zmieniła się Ameryka od czasu Dwustulecia?
Przesuńmy się w czasie o pięćdziesiąt lat. Zbliża się 250. rocznica.
Nastrój zmienił się na odwrotny.
Około 60 procent ludzi mówi obecnie ankieterom, że kraj jest na „złej ścieżce”. Większość uważa, że najlepsze dni mają już za sobą. Trzy czwarte uważa, że ich dzieci zostaną pozostawione w gorszej sytuacji finansowej niż one same. Na pytanie, czy założyciele Stanów Zjednoczonych byliby zadowoleni z obecnego stanu rzeczy, 77 proc. odpowiedziało, że nie.
Ogólna atmosfera jest okropna.
Ale te „wibracje” nie odpowiadają rzeczywistości.
Spójrz na liczby. Porzuć swoje zmartwienia. Zostaw nastrój na boku. Według najważniejszych mierników dzisiejsze Stany Zjednoczone są znacznie lepszym miejscem do życia niż miejsce, w którym Amerykanie czuli się komfortowo w 1976 roku.
Weź pod uwagę oczekiwaną długość życia. To jest podstawowy wskaźnik.
W 1976 r. można było spodziewać się życia 72,6 lat. W 2024 roku liczba ta osiągnęła rekordowy poziom 79 lat. To dodatkowe sześć i pół roku.
Dziecko urodzone dzisiaj ma znacznie większe szanse na przeżycie niemowlęctwa. Rak, niegdyś będący natychmiastowym wyrokiem śmierci, obecnie zabija mniejszą część dotkniętych nim osób.
Dlaczego? Ponieważ Ameryka porzuciła swoje najgorsze nawyki.
Poprawa stanu zdrowia, która uratowała miliony istnień ludzkich
Przyjrzyjmy się bliżej temu, co się zmieniło.
W 1976 roku powietrze było pochmurne. Papierosy zostały wplecione w samą materię istnienia. Widziałeś dym w samolotach, biurach, oddziałach szpitalnych. Paliło wówczas około 37 procent dorosłych.
Dzisiaj? Jest bliżej jednego na dziesięć. A liczba ta nadal spada.
W ślad za spadkiem spożycia tytoniu wpłynęły choroby serca i rak płuc. Wycofali się.
Dodaj do tego pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, lepszą ochronę przed urazami i niedrogie leki obniżające ciśnienie krwi i cholesterol. W rezultacie powstał kraj, w którym zabójcy, którzy dominowali w 1976 r., stali się znacznie mniej śmiercionośni.
Zbrodnia była inną bestią.
Rok 1976 był u szczytu gwałtownej fali. Wskaźnik zabójstw osiągnął najwyższy poziom w 1980 r. i utrzymywał się na wysokim poziomie przez ponad dekadę.
Na początku lat 2020.? Liczba brutalnych przestępstw spadła do najniższego poziomu od pięćdziesięciu lat. Wskaźnik morderstw ponownie znajduje się w pobliżu historycznych minimów.
Prowadzenie samochodu było dla większości Amerykanów najniebezpieczniejszym zajęciem. Teraz? Śmierć za kierownicą jest znacznie mniej prawdopodobna. Wskaźnik zgonów na milę podróży jest tylko ułamkiem tego, co było kiedyś.
Kraj stał się bezpieczniejszy. Bogatszy. Bardziej sprawiedliwy.
Dlaczego Ameryce tak przykro z powodu postępu?
Porozmawiajmy o środowisku.
Ołów wisiał w powietrzu w 1976 roku. Prawdziwa neurotoksyna. Był emitowany przez 90 procent samochodów z powodu benzyny ołowiowej.
Rzeki płonęły. Pożar Cuyahoga w Cleveland wybuchał tak często, że stał się obiektem żartów. Jezioro Erie uznano za martwe. Smog w Los Angeles był tak gęsty, że dzieci nie mogły wyjść na przerwę. Góry zniknęły z pola widzenia.
Od 1970 roku wydarzyło się coś niezwykłego.
Łączne emisje sześciu głównych substancji zanieczyszczających monitorowanych przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) spadły o 76 procent. Nie, czekaj, 78 procent. I to pomimo faktu, że gospodarka wzrosła prawie czterokrotnie. I pomimo tego, że przybyło jeszcze kilkadziesiąt milionów ludzi. I to pomimo tego, że Amerykanie przejechali o wiele więcej mil.
Wzrost szedł w jednym kierunku, zanieczyszczenia w drugim.
To jeden z niewypowiedzianych triumfów ostatnich pięćdziesięciu lat. Wysiłki legislacyjne spotkały się z innowacjami technologicznymi. I prowadzić? Praktycznie zniknął znikąd.
Społeczeństwo także poszło do przodu.
Kobiety zdobywają obecnie większość stopni naukowych. Wskaźniki ubóstwa Czarnych są bliskie historycznych minimów. Poparcie dla małżeństw osób tej samej płci nie jest już powszechne, to norma. W 1976 roku w większości stanów homoseksualizm nadal był przestępstwem. Ta zmiana sama w sobie jest ogromna.
Wybierz niemal dowolny losowy wskaźnik – zdrowie, bogactwo, prawa, czyste powietrze – a linia trendu pójdzie we właściwym kierunku.
To nie jest zbiór wygodnych faktów. To jest przytłaczający ciężar dowodów. Stany Zjednoczone mają jeden z najlepszych warunków zdrowotnych w swojej historii. W porównaniu z niedawną przeszłością prosperujemy.
Zatem dlaczego pesymizm?
Przepaść między rzeczywistością a nastrojem
Niektóre rzeczy rzeczywiście się pogorszyły. Nie ignoruj tego faktu.
Zaufanie do rządu spadło. Mniej niż jeden na pięciu Amerykanów uważa, że Waszyngton postępuje słusznie. W latach 60.? Solidne kamienie. Polaryzacja się pogłębiła. Stabilność demokracji jest zagrożona.
Te korzyści ekonomiczne spływały. Udział najwyższego 1 procenta w przychodach wzrósł prawie dwukrotnie od najniższego poziomu w 1976 roku.
Zmiany klimatyczne były wówczas niemal niezauważalne. Poziom CO2 wyniósł 330 ppm. Teraz? 427 str./min. Upał będzie tylko gorszy. Mieszkanie stało się problemem. Rekordowa liczba gospodarstw domowych wydaje na mieszkanie ponad jedną trzecią swoich dochodów. (Chociaż wskaźniki własności domów są obecnie nieco wyższe, a domy są większe.)
To są realne problemy. Są to jednak wyjątki w szerszej historii poprawy. Naród, który potrafi usunąć ołów z powietrza, potrafi sprostać nowym wyzwaniom.
Pomyśl o tym jak o dwóch urodzinach.
1976: Amerykanie mieli mniej prawie wszystkiego. Mniejsza oczekiwana długość życia. Więcej brudu. Więcej niebezpieczeństw. Mniej wolności. A mimo to czuli się dobrze.
2026 (mniej więcej): Mamy więcej. Ale my tak nie czujemy.
Nastroje w kraju to instrument zawodny. Mierzy historię, którą sobie opowiadamy. Nie takie życie, jakie naprawdę prowadzimy.
Ponad trzy czwarte Amerykanów twierdzi, że jest zadowolonych ze swojego życia. Pomimo szumu.
Ci ludzie, którzy wiwatowali w New York Harbor w 1977 roku? Świętowali kraj bardziej chory i brudniejszy niż nasz. Ale mieli rację, że się cieszyli. Linia zaczęła już wyginać się we właściwym kierunku. Kontynuowała skręcanie.
Naród może przejść długą drogę. Nawet jeśli jest przekonana, że stoi w miejscu.
































